We care of people - jak sobie pomaga polonia
Publikacja: 16 Luty, 2003
Autor: oFca / PoloniaMiami.com
Ponizszy tekst oparty jest na faktach . Byc moze nie jest wyjatkowy, podobne rzeczy wydarzaja sie przeciez w naszej spolecznosci w takiej lub innej formie. Z pewnoscia niejeden z nas zastanawial sie: dlaczego nasza spolecznosc jest taka dziwna? Jakby wbrew staremu polskiemu porzekadlu: Nie czyn drugiemu, co tobie niemile - niektórzy z „czcigodnych" przedstawicieli polonijnej spolecznosci, a i owszem: czynia drugiemu co im samym niemile. Na przyklad, zauwazylem kiedys napis na wizytówce: „we take care of people". Ciekawa jest historia wlascicieli tego kawalka papieru. Na pierwszy rzut oka powiedzielibysmy „zacni obywatele": co niedziele jak rytual nakazuje spiesza do Kosciola, daja przyklad chodzac do komunii swietej, po mszy swietej pokazuja sie w parafialnej kawiarence, tudziez na róznorodnych balach charytatywnych. Cóz z tego, skoro przy tradycyjnej kawie w parafialnych scianach opowiadaja, ze ten jest oszustem, ze owego przyparli do muru mila dla ucha, swiatobliwa fraza: zabije Cie ty skurwysynie oszuscie!
To ciekawe, iz ci krzykacze nie pamietaja juz czasów, kiedy to oni byli „w biedzie" i wtedy „oszust" byl im bardzo uzyteczny. Wracajac do wizytówki: we take care of people, nasunela mi sie kolejna mysl. Jeden z moich znajomych szukal wyjscia chcac ustabilizowac swój status. I trafil pod „wlasciwy" adres. Chyba nawet dostal wizytówke. Pani okazala sie bardzo pomocna, oprowadzila, podwozila i koniec konców ustalila cene: dla osoby zalatwiajacej sprawe i równie odpowiednia kwote dla siebie samej (za przejazdzke). Zadziwiajace jest takze to, iz sa wsród Polonusów tacy, którzy zapomnieli kim byli tuz po stanieciu sucha stopa na terytorium Stanów Zjednoczonych. Tak wlasnie bylo z pewna Pania. Bliska znajoma naszych bohaterów, równie znana Pani w srodowisku polonijnym i koscielnym, jakby zapomniala stare czasy, kiedy byla zwyczajna emigrantka. W „jesieni zycia" zlapala przyslowiowa sroke za ogon, stajac sie tym samym szanowanym „strózem prawa". Dla niej niektórzy z przedstawicieli mlodej Polonii to po prostu: „zlodzieje" i „wandale". Lubi tez w drodze swojego „obywatelskiego obowiazku" bogu ducha winnych ludzi postraszyc INS. Nawiasem mówiac, opisany wyzej krzykacz tez lubi wspomniec te instytucje.
Szkoda, iz z wizytówka „we take care of people" nie ma to juz nic wspólnego.