Polskie marzenia w Chicago
Publikacja: 18 Luty, 2003
Autor: Andrzej Dudzinski
Zrodlo: Przeglad nr. 8/2003 (onet.pl - Kiosk)
Jak Polaków tu, w Jackowie, posluchac, to cale ich zycie kreci sie wokól dwóch spraw - pieniedzy i tylka
Pan Mietek od kilku lat codziennie spoglada na Milwaukee Avenue zza okna wystawowego biznesu, w którym pracuje. Maszyna turkocze niemal bezustannie, ale on od czasu do czasu popatrzy, co dzieje sie na ulicy. A dzieje sie...
- Klucze dorabiam. Juz z piec lat. Przyjeli mnie tu do roboty, jak tylko przyjechalem. Slusarzem w Polsce bylem. Tam tez mialem swoja szlifierke na rynku... Mówie szefowi, ze chcialbym tu klucze robic... A rób, powiedzial. Za swoje kupilem sprzet, zamontowalem, drajlolem oddzielilem, okienko wstawilem. I tak do dzis. Ludzi sie poznaje, pewnie. Przewaznie takich w potrzebie. Czasami przychodza z powazniejszymi sprawami, bo klucz sie zlamal i zostal w zamku albo jest zamek, a klucza nie ma. Cale zamki mi przynosza. Rózni, nie tylko Polacy. Latynosi tez, i biali Amerykanie. Jak sie jest w dzielnicy kilkanascie lat, to sie ludzi zna. Wpadaja, zanim klucz zrobie, czasem pól zycia opowiedza. O dzieciach w Polsce, o mezu, co pije, o zonie, co sie puszcza. I o miejscowych przygodach. Ile ja tu juz karier widzialem? I milionera, który od sklepiku zaczynal, a hurtownie albo fabryke jak taki G. zalozyl, i takiego, co z porzadnego czlowieka bumem sie stal. A juz u kobitek to najlepiej widac, czy Ameryke powaznie traktuja, czy chca sie tylko przeslizgnac. Zeby gadala, nie wiem co, od razu widac, co za jedna. Czy zasady ma, czy tylkiem chce Chicago zawojowac.
Nauczycielka:
- Nie no... Sprzatac i sprzatac czyjes brudy. Ilez mozna? Trzeba miec troche godnosci. Ale co tu robic na dobra sprawe? Zastanawiam sie i nie za bardzo wiadomo. Najlepiej to dziennikarka byc. Ale na radio trzeba miec pieniadze. A gazety? Wydawca jednej wydaje, ale gumowe czeki, za drugim ciagna sie afery finansowe, nabral od ludzi kasy i nie rozliczyl do dzis, z trzecim wstyd sie identyfikowac, bo to skansen intelektualny i historyczny. Wszyscy ze wszystkimi po sadach sie ciagaja. A gdzie indziej pelna obsada. Faceta z klasa nie znajdziesz. Bo w ogóle który ma choc z osiem klas? Na palcach jednej reki policzysz. Zabiera cie do restauracji i lyzka je kartofle albo palcami. Ale jezdzi mercedesem i ma skarpetki w zlote weze. No i swieci jak choinka, bo ma z pól kilo zlota na sobie. Moze malolaty to przyciaga. No to do szkoly sobotniej poszlam. Smieja sie, ze te trzy godziny z uczniami to moje piec minut. Ale zeby pan wiedzial, ze jak caly tydzien napracuje sie w serwisach, to ta szkola jest jak balsam na dusze. I pomyslec, ze w Polsce pracowalam w szkole, mialam swoje klasy, gabinet przedmiotowy. Moi uczniowie olimpiady wojewódzkie wygrywali... Ale Ameryki i pieniedzy sie zachcialo. I co? - macha reka. - Moze jednak do Polski wróce?
Barmanka:
- Po co ja do Polski mam wracac? A gdzie mi bedzie lepiej niz tu? Ogólniak skonczylam, w moim miescie polowa ludzi nie ma pracy. A ja se tu stoje, nalewam, o co prosza, z kazdym pogadam, posmieje sie. No i co z tego, ze zapijaczone mordy nieogolone kiwaja mi sie nad barem? Ze dowcipy niewybredne? Co mi szkodzi usmiechnac sie, jak wiem, ze zostawi mi wiekszy napiwek? Trzeba dac takiemu sie wygadac. Bedzie gledzil, no to co? Mozna udawac, ze sie slucha i podlewac goscia, a on w siódmym niebie, wreszcie dopadl sluchaczke, której moze sie zwierzyc.
Kontraktor:
- Ameryka? Super ja sie tu czuje. Wreszcie stara mi nie brzeczy nad uchem. Mi nie szkodzi, ze w bejzmencie mieszkam. Prawie jak w wojsku, z chlopakami na jednej sali, nie? Wracam se z roboty, przebiore sie w dziny, koszulkie, na jednego skocze, tu na róg. Zycie dopiero tutaj mi sie zaczelo, po piecdziesiatce. Panienki na mnie leco, mlodsze niektóre niz córa moja. One lubio takich jak ja, co to wiedzo, w czym rzecz. Tyle lat ja w Polsce, tylko praca, dom, kosciól.
- Wysylasz pieniadze rodzinie? - Na poczatku to prawie wszystko zem wysylal. Teraz mniej, bo sam mam potrzeby. Forda escorta zem kupil, dobry dil, osiem stówek dalem. Troche przechodzony, ale jeszcze rwie z piskiem opon. Do roboty dojezdzam i laski czasem woze.
- Gdzie je poznajesz? - A malo to okazji? W tawernie chocby. Czasem uda sie któras wyciagnac. W samochodzie ja potem mozna, no wiesz. Albo do niej idziem. Bo w bejzmencie przy chlopakach to tak za bardzo atmosfery nie ma na takie spotkania.
Pan Mietek:
- Kolegów mam, slucham, co mówia, czasem to nie wiem, czy smiac sie, czy plakac. Jeden z drugim pajaca z siebie robi. Co, nie wiem, ze po dziwkach chodza, placa za rozbierane randki? A przechwalaja sie, co oni tam moga zwojowac. Niby mam wierzyc, ze facet po piecdziesiatce trzy stówki na tydzien ma ze sprzatania, w bejzmencie materac rentuje. I co, panienka 19--letnia z nim do lózka poszla, bo sie zakochala? To czemu wstala po godzinie i wyszla? Bzyknie jeden z drugim prostytutke, a potem przy piwie sie przechwala, jakich podbojów dokonal.
Pani Jola:
- Robota lekka nie jest, ale gdzie latwo pieniadz przychodzi? Ale dobrze, ze jest. Ile ja sie w domu nasiedzialam, juz myslalam do Polski wracac. Ale stary by sie tylko ze mnie natrzasal, ze Ameryki mi sie zachcialo, a jak co do czego przyszlo, to sobie rady nie dalam. I tak juz Ameryke podbijam od czterech lat, a co?
- Za rodzina pani nie teskni? - Co tesknienie da? Konkrety sie licza. Córki moje - jedna za maz wyszla w ubieglym roku, druga do matury sie sposobi - ubrane jak laleczki chodza. Paczki wysylam, zeby im niczego nie brakowalo. Tanio zalatwie. Czasem na domku dostane od pani jakies ciuchy, calkiem dobre jeszcze. No to od razu paka i przez Polame do domu. A jak mam czas, popoludniami albo wieczorami po trifstorach sie przejde, doslownie za centy dobre rzeczy pokupuje. Nie tylko dla nich. A o sobie to niby nie pomysle? Bo pani Jola to dziewucha w srednim wieku, ale z klasa. Jak w sobote na parkiet wyjde, chlopaki jak malowanie zaraz obok zaczynaja sie krecic. Powodzenie mam, nie powiem, ale tak jakos zawsze bylo, jeszcze w szkole podstawowej chlopaki za mna latali.
Szewc:
- Ja tu jestem szewcem od kilkunastu lat. Zmienialem miejsca, ale tu najdluzej jestem. Co za buty mi przynosza. Panie, jak juz w czyms takim czlowiek chodzi, to koniec swiata. Polacy wykupuja po trifstorach stare kapcie i mi tu przynosza do wylatania. But kosztowal moze 2-3 dol., a ja im zelówki za 8-10 robie. I leca potem na dancing do Kongresowej. Najwiecej roboty w piatek, kobitki przylatuja, zeby im obcasy poustawiac. A za tydzien znów z tymi samymi chodakami...
Laska:
- Trzeba zyc. Ameryka nie piesci. A jak sie ma 20 lat i glowe na karku, to mozna sie urzadzic. Smiesza mnie ci faceci w leksusach i mercedesach, co podjezdzaja pod Jedynke. Brzuch sie trzesie, lysina przykryta pozyczonymi wloskami, ale rznie taki mlodziezowca. Ide z nim, czemu nie? Od razu jestem pania. Wiadomo, czego chce, ale tez wiadomo, ze przy takim latwiej sie zyje. Placi za moje mieszkanie, pokrywa rachunki za masazystke, kosmetyczke, ubrania. Siedzi przy zonce, czasem tylko wyskoczy bzyknac, ale nie chrapie mi calymi nocami nad uchem. Na wczasy zabierze, Floryda, Hawaje... Przeciez nie bede ustawiala sloików na pólkach w jakims sklepie, zeby wlasciciel, taki sam dupek jak ten, obmacywal mnie po katach za 6,50 na godzine. To jasne. Nie ma wyboru, nad czym tu w ogóle sie zastanawiac.
Mlodziak:
- No i ta mala jest naprawde nie do wyjecia. Patrze, z jakim typem sie prowadza, i rzygac mi sie chce. O czym ona z nim rozmawia? Chyba o kasie, która on liczy swoimi brudnymi paluchami. Dajcie spokój, facet ma w ustach co trzeci zab, dlubie co chwile wykalaczka i pali cygara. No wez sie z takim pocaluj. To tak, jakby wylizywac popielniczke. W zyciu bym takiej dziwki nie tknal.
- A inne laski? - Najwyzej jak która swiezo z Polski, i to najlepiej z jakiegos zadupia. Ale trzeba miec szczescie. Jak pobeda dluzej, robia sie cwane. A juz najgorsze sa takie intelektualistki, po studiach. Sprzata w serwisie i zadziera nosa.
Pan Mietek:
- Mój znajomy, taki Gienek, tez sie prowadza z osiemnastka. On brzuchaty, siwy wianuszek klaków mu na lepetynie tylko zostal, ale koszulke czarna z Metallica nosi. Na szósty krzyzyk idzie, a wciaz mu sie zdaje, ze czas 40 lat temu stanal. Panienka grzeczna nawet, ladniutka, nie powiem, ale przeciez dzieciak jeszcze. On kase ma, przynajmniej sprawia wrazenie, ze ma, bo co tam w banku, to tylko on wie. I wmówil lasce, ze ladnie spiewa, wiec bedzie jej kariere finansowal. Nawet juz dlugo sa, rok prawie. Jej matka z Polski przyjechala, 15 lat od Gienka mlodsza. I co pan myslisz, ze cos zlego powiedziala? Nie, razem z nimi zamieszkala i jeszcze sztorcowala mloda, jak do lózka nie chciala z Gienkiem isc. Sam mi sie chwalil. Tylko na slub nastawala. A nie jestem przekonany, czy sama mu do wyrka nie wskoczyla, bo trzeba przyznac, calkiem niezla jeszcze byla. Taka ryczaca czterdziestka, wiesz pan.
Pani Jola:
- Krecil sie przy mnie taki Stachu od kontraktora. Nawet mily, póki nie wypil. Potem cham z niego wychodzil. Za tylek chwytal albo za cycki i do calowania sie bral, nawet na srodku parkietu. Powiedzialam, zeby sie odczepil. No to zaczal mnie sledzic. Jak ja do Kongresowej, on za mna. Ja do Jagiellonii, on tez. Do Kapitolu, do Cardinala. Gdzie sie nie rusze, ten swirus za mna. Zakochal sie chyba. Ale co to za milowanie? W Polsce zona i troje dzieci, a on tu za mna lata. Wódke stawial, kwiaty kupowal. Mówie mu: "Dzieciom wyslij, zamiast tracic", a on ze mnie kocha i zycia poza mna nie widzi. W koncu mówi: "Jolus, razem biznes zrobim. Po co ty w tych serwisach sie marnujesz, razem bedziem jezdzic. Ja samochód mam, a jeszcze w odkurzaniu pomoge". Mial nawet kogos, od kogo te domki mozna bylo odkupic, ale nie chcialam, bo wtedy juz calkiem by sie ode mnie nie odczepil. Co, jego glodne dzieciaki mam miec na sumieniu? A poszedl! Mnie bardziej przydalby sie taki niezalezny mezczyzna. Choc z matura, zeby mial co opowiadac interesujacego. Juz takiego mam na oku. Co niedziele do kosciola na 10.30 chodzi. Raz siedzialam kolo niego, nawet zagadalam przy wyjsciu, ale jakos nie zalapal. Próba nie strzelba, moze nastepnym razem wypali.
Kelnerka:
- Studia skonczylam w Polsce i co? Tutaj z talerzami biegam, byle glupek na mnie pokrzykuje, próbuja za biust banknoty wsuwac. Upokorzenie. W Polsce taki furmanka by najwyzej jezdzil, a tu pana rznie. Koniak pije. Jak mi tu jeden zrobil awanture, ze mu koniak bez lodu podalam, to mnie o malo szefowa nie zwolnila, bo klient, nawet taki palant, zawsze ma racje. No i wysluguje sie, za grosze. Bo juz uwazaj, jak ci Polak zostawi napiwek.
Do szkoly bym chciala pójsc, jezyk poprawic, znalezc lepsza prace. Jak juz kiedys wyrwe sie z tego Polakowa, to mnie tu nikt nie zobaczy. Ale pewnie zanim dostane papiery, bede musiala zadac sie z któryms z tych wieprzów. Nie dla kazdego Ameryka jest Ameryka.
Wacek:
- Rodacy generalnie nie znaja sie na samochodach. Warsztat samochodowy to na Polonii dobry biznes. Sa zlote raczki, co zamiast paska napedowego uzywaja damskich rajstop, ale oni tak naprawde potrafia jedynie dorznac auto do konca. Nawet nie ma jak grata Latynosowi opchnac. Czasami jak otwieram maske, to nadziwic sie nie moge, jakie Polacy wymyslaja patenty. Ale wiekszosc nie ma pojecia, w jaki sposób samochód jedzie, wiec z byle czym do mnie przyjezdzaja. Pomagam, jak moge. Wielu ludzi mozna poznac. No, a juz kobiety...
Witek:
- Pracowalem u Wacka, ale musialem odejsc. Balem sie, ze jak pewnego dnia wyjde z warsztatu, to mi ktos nóz w plecy wbije. Oszukiwal na chama. Latwo Polaka przeciagnac na kase, a on to juz sumienia nie ma wcale. Zaglada pod maske, widzi, ze jakis drobiazg, ale mówi, ze powazna sprawa.
- To ile, panie, bedzie kosztowac? - pyta zmartwiony klient. - No nie wiem, musze dokladnie sprawdzic - idzie na calego.
- Ale dwie stówki, czy wiecej? - Moze mniej, moze wiecej...
- Do dwóch stówek to rób pan, a jak wiecej, to bede musial pomyslec.
Tam tylko rurka sie odpiela, trzeba wymienic zacisk za 1,2 dol. i przykrecic srubke. Ale skoro gosc chce placic dwie stówki, to czemu nie? Jak mu wypisze robót za 180 dol., to klient jest szczesliwy jak ogórek na wiosne. Jeszcze twierdzi, ze mial farta.
Patrycja:
- Bujam sie tu juz trzy lata. Jestem nielegalnie. Do Polski za bardzo nie chce mi sie wracac. Pracuje trzy razy w tygodniu. Stoje za barem. Mam z tego dwa razy wiecej pieniedzy niz dziewczyny, które sprzataja przez szesc dni w tygodniu. Chcialam uregulowac pobyt, myslalam nawet, zeby znalezc kogos, komu moglabym zaplacic za slub, ale stojac za barem, poznalam zbyt dobrze facetów, by pójsc z któryms z nich na taki uklad. Pewnie, ze najlepiej byloby znalezc mlodego, przystojnego i z kasa, który nosilby mnie na rekach, ale z tym to raczej trudno. Jak mlody i przystojny, to bez kasy i na odwrót. Wybralam wiec inne rozwiazanie. Wyszlam za faceta po piecdziesiatce, grubego i troche schorowanego, który swiata poza mna nie widzi. Kase ma. Zakochany, ze az smiac mi sie chce. Za trzy lata wezmiemy rozwód. Mam nadzieje z tego zwiazku wyniesc oprócz pobytu takze polowe majatku. A co do innych mezczyzn? Mam najlepszy punkt obserwacyjny, jaki mozna sobie wyobrazic. Wystarczy wskazac palcem.
Rysiek:
- Dla mnie ta Ameryka to chyba jest szczescie. Robie u kontraktora. Pilnuje, zeby solidnie wykonac to, co do mnie nalezy. Nie boje sie, ze wylece, choc zdarza sie, ze przez tydzien lub dwa nie mam roboty. Ale to jest wkalkulowane. Zyje skromnie, wysylam pieniadze zonie i dzieciom do Polski. Tam bym siedzial i baki zbijal. Slysze, co robia znajomi. Jestem zdrowy, mam jeszcze sile do pracy i co najwazniejsze, spokój. Codziennie gram w male lotto. Piec skreslen na 35. Najwieksza mozliwosc wygranej. Mam farta, bo przynajmniej raz na tydzien trafiam trójke. Dwa razy mialem czwórke. Raz wyslalem pieniadze do Polski, a drugi raz zabalowalem. Na wycieczke pojechalem. Kalifornia, Las Vegas, Yellowstone... Bylo na co popatrzec. Dziewczyny z Polski takie wesole jechaly. Fajnie bylo. Wiem, ze któregos dnia trafie piatke. Wtedy spakuje sie i wyjade. Jutro to jutro, za rok to za rok. Chyba ze wczesniej emigrejszyn mnie wysiuda. Ale do kosciola chodze co niedziela, modle sie, zeby dorwali mnie jak najpózniej. I o zdrowie dla zony i dzieci. Chyba szczesliwy jestem. Tak sobie mysle, jak wstaje codziennie rano o piatej i wiem, ze mam robote, która musze wykonac. Ktos powie, ze to takie proste. Ale po co komplikowac.
Pan Mietek:
- Jak ludzi posluchac, to cale ich zycie kreci sie wokól dwóch spraw - pieniedzy i tylka. Raz na wozie, raz pod wozem. Rzadko panuje równowaga. A jak juz jest, to nie na dlugo. Moze dlatego ludzie nazywaja ten stan szczesciem. A wszyscy inni wciaz daza do niego.
PS: Imiona i profesje niektórych bohaterów na ich prosbe zmieniono.
Andrzej Dudzinski
Przeglad nr 8/2003