Sponsored by LAUDERDALE BY THE SEA MOTEL informator | reklama | wspolpraca | dodaj strone


home page                                       POLONIA MIAMI - FLORYDZKI INFORMATOR DLA WSZYSTKICH            
FLORYDA


POLONIA NA FLORYDZIE


KATALOG FIRM


POLONIA NA SWIECIE


OGLOSZENIA


O NAS


NASZE FORUM


KSIEGA GOSCI


KONTAKT Z NAMI


Dlaczego INS nie wydaja "zielonych kart"?

Amerykanski Urzad Imigracyjny (INS) wkrotce znajdzie sie w stanie reorganizacji. W jego biurach czekaja miliony podan o "zielona karte". Nalezy uzbroic sie w cierpliwosc, aby doczekac na swoja kolej.

"Dostalem list z Urzedu Imigracyjnego. Mialem sie zglosic w poniedzialek po stempel stwierdzajacy prawo stalego pobytu. Kazali mi jednak isc do domu i czekac! A ja juz przeciez czekam prawie piec lat!".

"Jestem mechanikiem samochodowym. Sponsoruje mnie pracodawca. Po latach oczekiwania otrzymalem list, zeby przyjechac po ´zielona karte´ do INS w Garden City. I wie pan jaka komedia? Przyprowadzili jakiegos faceta - Polaka - ktory przez pol godziny wypytywal mnie o szczegoly naprawy samochodow, z rodzajami papieru sciernego wlacznie! A na koniec wyslali mnie do domu mowiac, ze teraz beda sprawdzac prawdziwosc mojego zaswiadczenia o pracy w Polsce. Panie, czy oni tam wszyscy powariowali?".

"Z Hartford, CT przyszedl dlugo oczekiwany list - prosze sie zglosic w celu adjustment of status (zmiana statusu imigracyjnego z ´nielegalnego´ na ´staly´ - przyp. red.). Przyjela mnie bardzo uprzejma pani, ktora zamiast wbic pieczatke w paszport wreczyla mi kartke, z tresci ktorej wynikalo, ze z mojej zmiany statusu na razie beda nici, bo INS czeka na instrukcje z Waszyngtonu. Dotyczyc one maja przepisow, jak postepowac z takimi osobami, jak ja. Ta pani dodala z rozbrajajacym usmiechem, ze ona sama nie wie, czy na przyklad w przyszlym tygodniu bedzie tu jeszcze w ogole pracowala. Do domu wrocilam z niczym".

Remanent INS
Trzy wypowiedzi - ten sam problem: nie daja "zielonych kart"!. Co sie wiec w tej materii dzieje?
Po pierwsze, Urzad Imigracyjny (INS) znajduje sie w fazie przygotowan do kompletnej reorganizacji. Decyzja Kongresu INS - federalna agencja uruchomiona ponad 45 lat temu przestanie istniec w obecnej postaci. W jej miejsce powolane zostana dwa odrebne biura - jedno zajmujace sie wylacznie kwestiami "papierkowymi" (wizy, "zielone karty", obywatelstwo itp.), drugie, by efektywniej pilnowac granic, scigac nielegalnych imigrantow i egzekwowac obowiazujace prawo.
Reorganizacja na taka skale jest zadaniem monumentalnym. Aby ja przeprowadzic, trzeba bedzie przejrzec akta osobowe ponad 30 tysiecy pracownikow INS, podjac decyzje, w jakich dzialach beda oni pracowac, przygotowac im nowy zakres obowiazkow i wszystko skoordynowac tak, by w momencie startu nowego biura ds. imigracji calosc dzialala jak dobrze naoliwiony mechanizm.

Sluzby specjalne razem
Zaleglosci INS w rozpatrywaniu przeroznych wnioskow i petycji siegaja na dzien dzisiejszy 5 milionow sztuk. Jesli doliczy sie czlonkow rodzin - nastepne 5 mln - to okazuje sie, ze okolo 10 mln osob nie ma uregulowanego statusu prawnego i zyje w stanie kompletnego zawieszenia.
Nic zatem dziwnego, ze ludzie traca cierpliwosc, choc - gwoli sprawiedliwosci - Urzad Imigracyjny tez ma sporo na wlasne usprawiedliwienie. Obarczenie tyloma zadaniami naraz plus nieustanna krytyka prasy nie sprzyjaja pracy. Trzeba zatem uzbroic sie w duzo cierpliwosci.
Podstawowym problemem, z ktorym INS musi sie uporac, to instalacja i aktywizacja nowego systemu komputerowego o dzwiecznej nazwie IBIS (Interagency Border Inspection System - Miedzyagencyjny System Kontroli Granic). Polaczy on - po raz pierwszy w historii - bazy danych Urzedu Imigracyjnego, FBI, CIA, DEA (agencja ds. przestepstw zwiazanych z obrotem narkotykami), Departamentu Stanu, sluzb celnych i wielu innych. Sluzby te - po "wystukaniu" np. nazwiska Kowalski i podstawowych danych osoby - beda mialy mozliwosc natychmiastowej oceny, z kim maja do czynienia. Dotychczas bylo tak, ze CIA mogla miec podejrzenia co do danego osobnika, ale INS nic o nim nie wiedzial. DEA moglo prowadzic dochodzenie w sprawie danej osoby, ale ani CIA, ani FBI, ani tym bardziej INS - nie mialy o tym zielonego pojecia.
Wszystko wskazuje na to, ze brak wzajemnej wspolpracy ulatwil atak terrorystyczny z 11 wrzesnia 2001 roku. Alarm Centralnej Agencji Wywiadowczej, ze do USA wybieraja sie co najmniej trzy osoby zwiazane z Osama bin Ladenem, dotarl wprawdzie do Urzedu Imigracyjnego, ale dopiero po trzech tygodniach. Dodatkowa ciekawostka niech bedzie fakt, ze w chwili obecnej INS uzywa dziewieciu roznych systemow informacyjnych, ktore nie sa ze soba skoordynowane. Bierze sie to z niespotykanej nigdzie indziej na swiecie sytuacji, w ktorej pracownik na 10. pietrze nie wie, co robi w tej samej sprawie jego kolega na 8. pietrze.

Bylem w Sztokholmie
Z wlasnych doswiadczen moge opowiedziec historie bardzo dobrze ilustrujaca dzialanie sprawnego systemu sprawdzania przekraczajacych granice na lotniskach cudzoziemcow.
Wyladowalem kiedys na lotnisku Arlanda w Sztokholmie, gdzie musialem przesiasc sie na dalszy lot do Warszawy. Urzednik poprosil mnie o paszport, przejrzal go uwaznie, polozyl na skaner i w dwie sekundy pozniej uprzejmie powiedzial: "Witamy ponownie w Szwecji". Przez moment nie "zalapalem", o czym mowil. Dopiero po kilku minutach przypomnialem sobie, ze istotnie kilka lat wczesniej bylem przez chwile w Sztokholmie. Po prostu, system komputerowy blyskawicznie odnalazl nazwisko i dane oraz niezawodnie poinformowal urzednika o moim poprzednim pobycie. Gdyby sie okazalo, ze zlamalem wtedy prawo, prawdopodobnie nie wpuszczono by mnie ponownie.
Tak wlasnie ma dzialac nowy system na lotniskach w Stanach Zjednoczonych. Jego instalacja i przeszkolenie obslugi to jednak zadanie obliczone na dlugie miesiace, stad ci, ktorzy czekaja na "zielone karty" i obywatelstwo, musza uzbroic sie w cierpliwosc.
I o ile imigranci maja swoje powody, by nie darzyc zbytnia sympatia amerykanskiego Urzedu Imigracyjnego, to nalezy w tym miejscu oddac co cesarskie cesarzowi. Omawiana reforma jego dzialania i wspolpracy z innych agencjami federalnymi to rzecz niezwykle potrzebna. Niestety, bardzo jednoczesnie czasochlonna.
Dzisiejsze problemy to zatem nie zamach na Kowalskiego czy tez rzadowa konspiracja przeciwko Malinowskiemu - to proba spowodowania, zeby obaj zyli choc troche dluzej.

Debata do 5 lipca 2002
Kilka tygodni temu donosilem o planowanych, niemal rewolucyjnych zmianach w procedurze tzw. sponsorowania przez pracodawce. Okres skladania komentarzy i uwag do proponowanych rozwiazan konczy sie 5 lipca. Przedstawiciele Departamentu Pracy w Waszyngtonie zapewniaja, ze ostateczna wersja kompletnie nowych przepisow wejdzie w zycie nie pozniej niz jesienia br., natomiast nowy system dzialac zacznie od stycznia 2003.
Calosc sprowadzac sie bedzie do odpowiedzi na 56 pytan zawartych w elektronicznym formularzu. Wedlug obietnic okres rozpatrywania nie bedzie przekraczal 21 dni roboczych. Wiele wskazuje na to, ze projekt ustawy o wznowieniu dzialania artykulu 245(i) ma ogromne szanse na pozytywne zalatwienie przez Kongres. Na tapecie znajduje sie projekt senatorow Daschleða i Kennedyðego, ktory zaklada powrot dzialania tej sekcji prawa imigracyjnego na okres do 30 kwietnia 2003. Nawet najbardziej wojowniczy i antyimigrancko nastawiony kongresman Tancredo z Kolorado z nieukrywana rozpacza stwierdzil, ze ustawa ma chyba jednak wiekszosc w Izbie Reprezentantow.
Czas, jaki pozostaje do przyjecia klauzuli 245(i), mozna wiec przeznaczyc na prowadzenie rozmow z potencjalnymi "sponsorami".

Zalegalizowac Polakow w USA
Niemal bez slowa zyczliwego komentarza przeszlo natomiast przemowienie wygloszone ostatnio w Senacie Rzeczypospolitej przez szefa Kongresu Polonii Amerykanskiej Edwarda Moskala. Prosil on w nim polskie wladze panstwowe o inicjatywe majaca na celu pelna legalizacje przebywajacych w USA Polakow. O Moskalu, jako postaci wyjatkowo kontrowersyjnej, mozna myslec i mowic roznie. Gdzie jednak kredyt nalezny - tam trzeba go oddac. Jest pierwsza postacia z polonijnego swiata, ktora oficjalnie upomniala sie o prawa dziesiatkow tysiecy ciagle nie zalegalizowanych Polakow, od lat mieszkajacych w Ameryce. Ewentualna odpowiedz przedstawicieli polskiego rzadu, ze nie do nich to nalezy, nie wytrzymalaby krytyki - od dlugiego juz czasu nie slyszy sie o problemie irlandzkim w Ameryce; sprawa zostala zalatwiona po cichutku przeroznymi kanalami i sposobami zarowno z inicjatywy rzadu Irlandii, jak i przy wydatnej pomocy senatora Teda Kennedyðego, ktory pamieta, skad wywodzi sie jego rodzina. To samo dotyczy prezydenta Meksyku, ktry nie waha sie publicznie i bez przerwy przypominac amerykanskim wladzom, ze jego rodacy w USA nigdzie sie nie wybieraja, wiec czas cos sensownego zrobic z ich obecnoscia w Ameryce. Za niedopatrzenie o wymiarze historycznym uznac nalezy fakt, ze Polska - jako prawdopodobnie najlojalniejszy sojusznik Ameryki w Europie i pelnoprawny czlonek Paktu Polnocnoatlantyckiego - nie upomina sie o prawa swoich wlasnych obywateli, ktorzy - podobnie jak Meksykanie - nigdzie sie stad nie wybieraja. Kto nie poprosi, temu nie bedzie dane.... Wiec moze warto sprobowac?

Andrzej J. Olszewski
16 Czerwiec, 2002

floryda | polonia na florydzie | firmy | polonia na swiecie | ogloszenia | o nas | forum | ksiega | kontakt

Copyright © 2002. PoloniaMiami.com. All Rights Reserved.
Web Design by KOT Computer World | Privacy Statement