23-ego Pazdziernika, 2003 przed Sadem Rejonowym w Sopocie odbyla sie druga rozprawa w procesie Andrzeja Goloty, oskarzonego o pobicie mezczyzny przed jednym z hoteli w Sopocie. Znanemu bokserowi grozi od trzech miesiecy do pieciu lat wiezienia.
Na czwartkowej rozprawie sad przesluchal swiadków zdarzenia. Byl wsród nich m.in. 30-letni Robert S., który towarzyszyl poszkodowanemu Jaroslawowi T. oraz jego znajomemu taksówce w drodze do hotelu po calonocnej imprezie w sopockich lokalach.
"Ja po wyjsciu z taksówki od razu udalem sie do pokoju, a oni jeszcze placili rachunek. Po kilku minutach doszly mnie krzyki, ze Jaroslaw zostal pobity przez Golote. Zbieglem na dól, a on lezal na podlodze przed recepcja. Byl w fatalnym stanie, mial poobijana twarz, krew leciala mu z nosa. Co chwila tracil przytomnosc. Nie poznawal mnie i mówil - wezcie pana Golote ode mnie" - zeznal Robert S.
Jak dodal swiadek, po chwili do hotelu wszedl Golota. "Zachowywal sie spokojnie, jakby nic sie nie stalo. Zapytal co sie stalo i próbowal podejsc do pobitego, ale ktos go powstrzymal" - powiedzial Robert S. Dodal, ze Jaroslaw T. przed wejsciem do taksówki "zataczal sie i byl srednio pijany".
Golota pojawil sie w sopockim sadzie punktualnie. "Traktuje to bardzo powaznie. Chodzi o to, zeby pokazac prawde. Nie uderzylem tego czlowieka. Wlasciwie nie powinienem byc wtedy w tamtym miejscu i o tamtym czasie i do tego sie przyznaje" - powiedzial dziennikarzom przez wejsciem na sale popularny bokser.
Jak ustalila prokuratura 18 pazdziernika 2002 r. ok. godz. szóstej rano Golota kilkakrotnie uderzyl znajdujacego sie w taksówce Jaroslawa T. piesciami w glowe, a takze go kopnal. 41-letni producent reklam z Warszawy m.in. ze wstrzasnieniem pnia mózgu trafil do szpitala.
W marcu tego roku na rozprawie rozpoczynajacej proces Golota nie przyznal sie do pobicia i spowodowania dotkliwych obrazen u Jaroslawa T.
Przedstawiajac swoja wersje wydarzen, Golota powiedzial, ze kiedy przyjechal pod hotel ze swoim kierowca, na podjezdzie stala taksówka, która uniemozliwiala wjazd pod wejscie i zaparkowanie jego auta. Dodal, ze po kilku minutach oczekiwania wyszedl z samochodu i zapytal taksówkarza, czemu nie odjezdza.
"Taksówkarz pokazywal, ze w samochodzie cos sie dzieje. Podszedlem i zobaczylem pasazera. Lezal, a glowe mial na siedzeniu kierowcy. Kiedy sie schylilem, zostalem kopniety w twarz. To byl celny cios. Po kopnieciu mialem od wewnatrz rozcieta warge i dziaslo" - mówil Golota.
Wyjasnil, ze pod wplywem odruchu "wpadl" do taksówki i chcial uderzyc Jaroslawa T. "Chcialem mu oddac tym, czym mnie poczestowal" - stwierdzil Golota.
Jednak nie mial mozliwosci uderzenia mezczyzny, bo w taksówce bylo malo miejsca, a Jaroslaw T. wierzgal nogami. Wedlug Goloty, zaden z kilku razów, które próbowal zadac, nie dosiegnal twarzy pokrzywdzonego.
"Trafilem go moze raz w noge (...) Zniszczylem taksometr i cos jeszcze" - wyjasnil w marcu przed sadem Golota.